web maker

TEKSTY

Elegia o tęsknocie za Sprawiedliwością

POWRÓT

 Mam nadzieję, że w Twej głowie, gdzieś istnieje taki cmentarz,
że uciekasz tam czasami, gdy Ci źle i że pamiętasz.
Te szlajanki w stumilowym lesie, pełne naszych łzawych bojów,
moje żarty wciąż nie w porę i mój plecak w przedpokoju.

Pełen planów i soczystych malin cośmy razem w lesie nazbierali.

Stroma skała Twego życia zmogła mnie, spadłem w dół i więcej nie pamiętam.
Tam na dole zbudowałem żywy dom, gdzie zwierzęta zjadają zwierzęta.
Mam nadzieję, że dotarłaś gdzieś na szczyt i jaśniejesz w pięknym gwiazdozbiorze.
Jak motyle łapiesz coraz lepsze dni, ja tu drżę codziennie by nie było gorzej.

Na cmentarzu dla zabawek, życie toczy się kulawe.
Nie siedź tutaj, zmarzniesz, pora wracać.
Jutro nowe szczyty, miłość, praca.

Zamknij książkę. Śpij.

Klaun

POWRÓT

 Jestem śmieszny klaun, popatrz na mnie proszę
Możesz dzisiaj kopnąć w kuper lub zatitać moim nosem
Dam wystrzelić się z armaty prosto w Twoje dobre serce
lecz jak zawsze chybię, wyląduję w kupie słonia i powieszę się na szelce.

Namaluję sobie uśmiech (wszystkim będzie trochę lżej)
żebyś mogła się zapomnieć, choć zapomniisz pewnie mnie.
Odprowadzę Cię z areny swym spojrzeniem pełnym łez.
Może jeszcze kiedyś przyjdziesz lecz tu już nie będzie mnie.

Zwierciadełko powiedz kim jest człowiek ten
z rozmazanym makijażem w atelier.
Dobra. Nie mów. Wiem.

Dziękuję!

POWRÓT

Śniłem, że świat beze mnie przetrwa
że nauczycie się beze mnie żyć
że galaktyka jest bezpieczna
że mogę wreszcie sobie iść

że pasożyty które niosłem
przez wszystkie me naiwne dni
znajdą nowego nosiciela
lub zdechną dławiąc się w mej krwi

A zegar bezlitośnie tyka
niechybnie za niedługo skonam
lśniące uśmiechy na haczykach
i gdzie ta karma pierdolona?

Poniosłem wiele waszych grzechów
Złodzieje, kurwy, pasożyty zgniłe
Co było moją główną winą
Pokutę za Was odmówiłem

Żryjcie i pijcie zdrowe rzeczy
i uzdrawiajcie resztę świata
mnie nie udało się uleczyć
i co dzień się z chorymi bratam.

Co teraz będziesz robił dalej
i co my mamy zrobić teraz
Śniłem, że szybko was wydalę
i jakoś w sobie się pozbieram. 

Anieli grają

POWRÓT

Ci zakompleksieni, co muszą z czymś walczyć,
By ktoś w nich dostrzegał, choć cień wojownika,
Ciskają bluźnierstwa na tych, których nie ma,
Bo z nimi nie trzeba na śmierć się potykać.

Dalekim imperiom rzucają przekleństwa,
Lecz tak by przypadkiem nikt tam nie usłyszał.
Pod barwną, krzykliwą atrapą ich męstwa,
Taplają się w swoich zmyślonych fetyszach.

Anieli grają, chóry śpiewają
Lecz tylko dla tych perfidnie świętych,
Którzy po ludzkich sercach chadzając
Szlifują sumień swoich diamenty.

Niesie się hejnał z trąb cherubinich,
Zdradzieckim psom o potędze kadząc.
Nie będą siebie już nigdy winić,
Nawet, gdy własne matki sprzedadzą.

Ognistym mieczem jasny archanioł,
Zdrajców pasuje dziś na rycerzy,
Płatnych rabusiów, co całkiem tanio,
Leczą nas z wiary, gdy ktoś im wierzy.

Daj im swą ufność - tanio sprzedadzą,
Oddaj im pokłon - w kark wbiją zawiść,
Pożycz im wiary - już nie oddadzą,
Podziel się szczęściem - gorycz ich zdławi.

Arkona

POWRÓT

Spadających ludzi słyszę znów,
Spadających wilków bratni ród,
Na Arkońskiej białej kredzie krwisty powstał znak,
Oni wciąż spadają stamtąd w moich snach...

A Witowskie morze szumi pieśń,
Uderzając o skalisty brzeg,
O tych których przygarnęło dając błogą śmierć,
O tych których wzięło tam w objęcia swe...

Waldemarze z krzyża zdjęty psie,
Przelewałeś tam niewinną krew,
Twych potomków zeżre skaza, twój morderczy ród,
Byś nie czynił światu więcej żadnych szkód!

Gromem cię dosięgnie jego gniew,
Gromem cię ubije rudy psie,
Boś na ród Żmijowy rękę swoją podnieść śmiał,
Boś rycerzy na Lechicki wysłał kraj...